Mój sposób na migrenę bez leków

Kiedyś miałam całą szufladę leków przeciwbólowych. Dziś mam lodówkę pełną słoiczków. Co w nich jest? Mój naturalny sposób na migrenę bez leków – antocyjany.

Mój sposób na migrenę bez leków

Migreny miewam odkąd pamiętam. Występują najczęściej po silnym stresie, w okolicy miesiączki (przed lub w trakcie), po większym wysiłku fizycznym lub psychicznym.

Przez lata łykałam proszki, często nieumiejętnie. W wielu sytuacjach naiwnie wierzyłam, że ból sam przejdzie. Niestety prawie nigdy nie mijał. Dopiero lekarz neurolog uświadomiła mi, że leki przyjmujemy od razu. Im szybciej, tym większe prawdopodobieństwo, że nasze dolegliwości się nie rozwiną. Ta sama pani doktor przepisała mi drogie leki przeciwmigrenowe na bazie tryptofanów. Owszem, ból mijał, ale pojawiały się inne nieprzyjemne objawy – otępienie, drętwienie rąk itp. Wróciłam więc do przyjmowania zwykłych tabletek bez recepty, najczęściej była to duża dawka ibuprofenu. Z powodu mdłości i wymiotów nie zawsze mogłam przyjąć lek. Poza tym zaczęłam mieć tzw. bóle „z odbicia” – brałam tak dużo środków przeciwbólowych, że migreny trwały po 3 dni lub pojawiały się po kilku dniach. Leki nie pomagały, a wręcz szkodziły. Postanowiłam więc poszukać naturalnej alternatywy.

Wypróbowałam różne sposoby:
– ssanie imbiru – u mnie ostry imbir raczej pogłębia migrenę. Za to na bóle miesiączkowe jest skuteczny. Piję wtedy herbatę z dodatkiem kilku plasterków albo wrzucam go do porannego szejka;
– wciąganie pieprzu cayenne nosem – serio, zrobiłam to, ale nie polecam 😀

– głębokie oddychanie, które miało pobudzać energię – zaczerpnięte z jogi hormonalnej – zero efektów
– akupresura, czyli uciskanie określonych punktów na głowie – nic z tego :(
– akupunktura – słyszałam o wielu przypadkach wyleczenia migren dzięki akupunkturze, dlatego postanowiłam spróbować. W trakcie 1,5-miesięcznej kuracji (około 15 zabiegów) ból pojawił się 2 razy. To całkiem niezły wynik, ale spodziewałam się czegoś więcej. Tym bardziej, że za całą kurację zapłaciłam ponad 1000 zł :(

Jednak dopiero TE sposoby pomogły mi załagodzić migreny, a nawet całkowicie wyeliminować ból:

  • wiśnie – antocyjany, czyli przeciwutleniacze nadające wiśniom charakterystyczną, ciemną barwę mają silne właściwości przeciwbólowe. W badaniach przeprowadzonych w 2001 (Michigan State University) i 2004 roku (Johns Hopkins University) dowiedziono, że kwaśne wiśnie przyjmowane w dużej dawce uśmierzają ból i działają przeciwzapalnie na równi z niesteroidowymi lekami przeciwzapalnymi (NLPZ) takimi jak aspiryna czy leki na bazie ibuprofenu. Wiśnie pomagają na wiele innych rodzajów bólu, dlatego warto po nie sięgać w różnych sytuacjach. Źródłem antocyjanów są również ciemno-fioletowe owoce, np. borówki amerykańskie, jagody i ciemne czereśnie. Skąd wziąć wiśnie w zimie? To proste. Można je zamrozić, zamknąć w słoiczkach (do tej pory mam w lodówce kilka słoików wiśni z zeszłego roku) albo zainwestować w dobre soki wiśniowe bez cukru sprzedawane w sklepach ze zdrową żywnością lub na bazarach. Jak dawkować? Ja zjadam około 1/2 lub 2/3 małego słoika, czyli mniej więcej 150-200 ml. Zatem jeśli często miewacie migreny, przygotujcie sobie pokaźne zapasy. Świeże wiśnie będą dostępne w sprzedaży lada chwila. Jak tylko się pojawią, wrzucę Wam mój przepis na przetwory z wiśni bez cukru.
  • mała, najlepiej organiczna kawa po zjedzeniu wiśni – kofeina jest składnikiem wielu leków przeciwmigrenowych. Przyspiesza krążenie krwi, dzięki czemu wiśniowy lek szybciej „dociera” do miejsca bólu.
  • naprzemienny, gorący i zimny prysznic – wykonuję go tuż po zjedzeniu wiśni i wypiciu kawy. Poprawia cyrkulację krwi;
  • zimny okład na bolące miejsce – zimny, a najlepiej lodowaty. Składam mały ręcznik, moczę go w zimnej wodzie, a następnie do środka wkładam kilka kostek lodu – jeśli nie chcecie bezustannie pilnować, aby okład znajdował się na swoim miejscu, możecie zrobić sobie sprytną gumkę, którą przymocujecie okład do głowy. Wystarczy rozciąć, a następnie połączyć kilka gumek recepturek tak, aby średnica gumki była w stanie objąć Waszą głowę razem z okładem :)
  • masaż karku – kolejna czynność, która poprawia ukrwienie. Wymasowana szyja i kark wspomagają przepływ krwi. Jeśli nie macie pod ręką bliskiej osoby, która wykona dla Was taki masaż, możecie zrobić go sami :)
  • Wiśnie na migrenę

    Mój sposób na migrenę pomaga mi w około 70% przypadków. Na pewno warto połączyć zjedzenie wiśni z wypiciem kawy i masażem karku. To minimum, które potrafi ugasić niewielki, dopiero co rozwijający się ból. I jeszcze jedno a propos wiśni – jeśli ataki migreny zdarzają się u Was często, wiśnie mogą Wam się przejeść. Tak było u mnie. W pewnym momencie ich smak zaczął mi się kojarzyć z bólem. Dlatego teraz łączę wiśnie z bananem i jagodami (akurat jest na nie sezon) i miksuję je w koktajlu. Wychodzi pyszny, no i pomaga na ból – to najważniejsze.

    W przypadku cięższych migren lub w momencie, kiedy nie mam możliwości zastosować żadnej z naturalnych metod, sięgam po proszek przeciwbólowy. Przez ostatni rok zdarzyło mi się to może 4-5 razy. Kiedyś to była moja miesięczna norma!

    Co się zmieniło, odkąd stosuję naturalne metody na migrenę? Przede wszystkim bóle pojawiają się dość rzadko i nie trwają już po kilka dni. Dolegliwości mijają, jeśli nie od razu, to na koniec dnia. Stałam się również bardziej wrażliwa na środki przecibólowe z apteki. Oznacza to, że 1 mały ibuprom czy apap jest w stanie mi pomóc. Kiedyś to było nie do pomyślenia.

    Sposób na migrenę

    Dodam również, że bardzo pomaga samo niemyślenie o migrenie. Kiedyś starałam się prowadzić dzienniczek migrenowy, jednak ta metoda jest pomocna tylko na początku, kiedy chcemy zapoznać się z wrogiem. Jeśli już wiecie, co może powodować migrenę, starajcie się unikać „wyzwalaczy”, ale nie myślcie o atakach zbyt często – lepiej nie wywoływać wilka z lasu. Kiedyś zdarzało mi się myśleć: „już dawno nie miałam migreny”. Efekt? Następnego dnia budziłam się z bólem głowy 😀 Trzeba mieć świadomość, że dolegliwości mogą się pojawić, ale nie wolno dać się zwariować i podporządkowywać całego życia migrenie.

    Na niektóre z wyzwalaczy migreny możemy się uodpornić. Jednym z moich był duży wysiłek fizyczny. Po każdym bieganiu czy intensywnym tańcu pojawiał się silny ból głowy. Postanowiłam stawić temu czoła (dosłownie) i zaczęłam regularnie biegać. W pierwszych tygodniach miałam tak uciążliwe bóle, że nie byłam w stanie wstać z łóżka. Jednak już w drugim tygodniu treningów dolegliwości minęły. Warto pamiętać o dwóch ważnych zasadach rozpoczynania treningów przy bólach migrenowych:
    – jemy coś na godzinę przed treningiem
    – jemy posiłek po treningu
    – uzupełniamy płyny, czyli pijemy duuuuużo wody

    Więcej informacji o treningach dla migreników znajdziecie w tym artykule.

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *